Ciało wiszącego Chrystusa chybocze się na wietrze. Widać jego genitalia. Tak wygląda pomnik Chrystus Wszystkich Ofiar w niemieckim Seligenstadt.
Jego autorem jest polski rzeźbiarz Maksymilian Biskupski, ten sam, który chce postawić obelisk w miejscu krzyża przed Pałacem Prezydenckim
Rzeźba w Seligenstadt przedstawia szubienicę wykonaną z torów kolejowych.
Wisi na niej nagi Chrystus.
Rozłożone ramiona oderwano od ciała. Sam korpus przymocowano do belki na drutach.
Gdy wieje wiatr, ciało się porusza, jakby Chrystus był wisielcem.
Biskupski pomnik zadedykował "ofiarom wojny, przemocy i terroru". Pod nim umieścił napis:
"Prawda jest naga. Żadna wojna nie jest sprawiedliwa. Sprawiedliwy jest tylko pokój".
Mieszkańców oburzało jednak nie tylko to, że Chrystus był nagi, ale też to, że na pomniku widać też członek.
Biskupski długo tłumaczył, dlaczego się na to zdecydował. Rzeźbiarz opisywał, że tak wygląda ciało człowieka, który zmarł w wyniku powieszenia, a pomnik ma pokazać śmierć Chrystusa w sposób naturalistyczny.
(skrót artykułu)
O Biskupskim pisałem w GD:
http://henrykp53.pardon.pl/dyskusja/2838095/pomnik_musi_byc_aby_narod_nie_schamial
Projekt ustawy likwidującej Fundusz Kościelny, ograniczenie zwolnień podatkowych kościelnych osób prawnych, zmiany w ustawie o godle, hymnie i barwach narodowych, a także projekt ustawy o Radzie Fiskalnej - to niektóre plany legislacyjne SLD na nadchodzącą jesień.
Wiceszefowa SLD Katarzyna Piekarska wraz z dr. Pawłem Boreckim z Katedry Prawa Wyznaniowego Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego pracują nad zmianami w ustawach, które dotyczą relacji państwo-Kościół.
Jedną z rozważanych zmian legislacyjnych jest likwidacja Funduszu Kościelnego i ograniczenie zwolnień podatkowych kościelnych osób prawnych.
W zamian Sojusz chciałby zaproponować odpis podatkowy w wysokości 1 proc. podatku PIT, który dobrowolnie podatnicy mogliby przekazać na rzecz wybranego Kościoła lub innego związku wyznaniowego - podobnie jak obecnie można odprowadzać 1 proc. podatku na organizacje pożytku publicznego.
Lewica myśli też o projekcie zmian w ustawie o godle, hymnie i barwach RP oraz o pieczęciach państwowych.
Miałyby ona wykluczyć umieszczanie symboli religijnych, światopoglądowych, partyjnych i korporacyjnych w miejscach sprawowania władzy publicznej oraz eksponowanie symboli tego rodzaju przez funkcjonariuszy publicznych w związku ze sprawowaniem przez nich funkcji władzy publicznej.
Zdaniem Piekarskiej, należy także przyjrzeć się regulacjom w Kodeksie karnym, m.in. art. 196 o obrazie uczuć religijnych.
Na nietypowy sposób załatania dziury w budżecie wpadli pracownicy radomszczańskiego starostwa.
81 pracowników postanowiło złożyć się po 10 złotych i zebraną w ten sposób sumę przeznaczyć na zakup losów popularnego dużego lotka. Pomysł zaproponował jeden z kierowców pracujących w starostwie, a wcielił go w życie sam starosta Jerzy Kaczmarek.
Informację o niecodziennym sposobie na załatanie dziury budżetowej potwierdziła Aneta Niedźwiecka - rzeczniczka starostwa.
Jak dodała, by uniknąć jakichkolwiek nieporozumień, powołano nawet specjalną komisję i uzgodniono regulamin.
Mówi on, że w przypadku szczęśliwej wygranej równej 6 milionom, całość będzie przekazana na dokończenie budowy szpitala.
Każda zaś "nadprogramowa" suma zostanie skrzętnie podzielona pomiędzy osoby składające się na kupony.
Mimo, iż wczorajsze losowanie nie przyniosło oczekiwanej radości, urzędnicy nie składają broni.
"Postanowiliśmy brać udział w każdym losowaniu, aż do momentu rozbicia obecnej puli. Już dziś zbieramy pieniądze na kolejne losowania" - powiedziała Niedźwiecka.
"Nasza akcja spotkała się z dużym zainteresowaniem mieszkańców Radomska. Dzwonią do nas osoby prywatne i oferują chęć współudziału" - stwierdziła rzeczniczka.
Przykład ze starosty powinien wziąć minister skarbu.
Czasami w Europie zdarzają się duże pule do wygrania w lotto.
Oby tylko kupon trzymała uczciwa osoba.
Bo pomnik ma być pamięcią! A pamięć chroni przed schamieniem!
(Słuchacz Radia Maryja)
Szczątki samolotu zamknięte w kapsule albo upublicznione jako forma relikwii. To niektóre z propozycji na obelisk upamiętniający katastrofę w Smoleńsku. O przyszłym pomniku opowiada w wywiadzie dla "Głosu Żyrardowa" rzeźbiarz Maksymilian Biskupski, autor projektu.
Biskupski często spotyka się z najbliższymi ofiar.
- Jestem adoptowany przez te wdowy, jestem częścią tych rodzin - mówi.
Projekt pomnika, jaki przygotował Biskupski, to 96 dłoni w różnych gestach.
- Dochodzimy cały czas do właściwej formy, gdyż dodatkowo będą tam dłonie księży i w tych dłoniach będą krzyże, również krzyż prawosławny.
No i oczywiście symbol tego krzyża, który stoi na Krakowskim Przedmieściu opowiada.
- Dodatkowo, część rodzin chciała, aby we wnętrzu obelisku były szczątki samolotu. Jednak na to musi być zgoda prokuratury.
To będzie bardzo trudne. Byłyby one zamknięte w kapsule lub w szkatule, w zależności od woli rodzin.
Mogłyby również być upublicznione jako forma relikwii, duszy tego obelisku znajdującej się w jego centrum. Byłaby wtedy możliwość dotknięcia nie tylko dłoni, ale także szczątków - mówi.
- Dziś wdowy smoleńskie to, co się dzieje na Krakowskim Przedmieściu, odczytują jako zmowę przeciwko pamięci ich najbliższych.
Bo tu zaczyna się walczyć z pamięcią o tych wspaniałych ludziach, którzy reprezentowali wszystkie poglądy. Oni wszyscy byli wspaniali - byli w służbie ojczyźnie, a ten pomnik ma upamiętniać wierność Polsce - tłumaczy autor projektu.
http://kulturalny.blox.pl/resource/mb2.jpg
Relikwie, pomnik, santo subito...
Biskupski specjalizuje się w pomnikach złożonych z dłoni.
Krzyż chrześcijański, krzyż prawosławny.
A Gwiazda Dawida?
Według krążącej wśród posłów PiS pogłoski Jarosław Kaczyński po wakacjach miałby zachować formalnie honorowe przywództwo nad partią, namaścić następcę i samemu wycofać się do któregoś ze stowarzyszeń zajmujących się wyjaśnieniem katastrofy smoleńskiej.
Tam poświęciłby się temu, co sam nazywa swym moralnym obowiązkiem, czyli wyjaśnieniu okoliczności śmierci swojego brata.
- Była taka koncepcja, ale to bez sensu. PiS to Kaczyński, a Kaczyński to PiS - mówi "Rz" eurodeputowany Jacek Kurski.
- Słyszałam o tym, ale to tylko spekulacje, w które nie wierzę - dodaje posłanka Joanna Kluzik-Rostkowska.
Kaczyński wskazał jako następczynię szefową sztabu Joannę Kluzik-Rostkowską.
W PiS większość osób nie wierzy, że Kaczyński może odejść.
Wszyscy za to są przekonani, że pogłoski o tym wypuszcza konkurencyjna grupa.
Tzw. liberałowie oskarżają o to grupę Zbigniewa Ziobry.
Ci kojarzeni z byłym ministrem sprawiedliwości i Antonim Macierewiczem wskazują na liberałów.
W tej wojnie na pogłoski z boku trzyma się grupa polityków najwierniej stojących przy Kaczyńskim, nazywanych Zakonem PC. Choć ostatnio bliżej im do ziobrystów.
- Pogłoski o rezygnacji to przykład ordynarnej prowokacji - mówi jeden z uczestników wewnętrznej wojny. Według niego oczywiście autorstwa drugiej strony.
- Liberałowie napuszczają prezesa na Ziobrę i Jacka Kurskiego - słychać od przedstawicieli frakcji ziobrystów.
- My jesteśmy lojalni - odpowiada przedstawiciel liberałów.
I tłumaczy:
- Ziobro i Macierewicz wpuścili Jarosława w kanał, podpowiadając mu stosowanie ostrej retoryki. W czasie kampanii okazało się, że nie trzeba jeździć do Torunia (do Radia Maryja - red.), aby osiągnąć dobry wynik. Oni tego się przestraszyli, bo okazało się, że są niepotrzebni - przekonuje.
Stąd krok do teorii o spisku Zbigniewa Ziobry zmierzającego do obalenia Jarosława Kaczyńskiego.
- Najpierw suflował mu zmianę taktyki, która doprowadziła do spadku sondaży, a potem pod pretekstem słabych notowań zabierze Jarosławowi partię - zapowiada polityk z grupy liberałów.
- To bzdura, bez namaszczenia Jarosława Ziobro nie jest w stanie przejąć partii - ripostuje stronnik byłego ministra sprawiedliwości.
- A ja uważam, że abdykacja może być realnym planem, choć nie wiem, czy Jarosław zdecyduje się na to - twierdzi inny poseł, były minister w rządzie Prawa i Sprawiedliwości.
Michał Szułdrzyński
http://www.rp.pl/artykul/2,527125.html
Na Jasnej Górze zebrała się dziś Rady Biskupów Diecezjalnych.
To pierwsza sesja Rady, która jest nowym ciałem Konferencji Episkopatu Polski.
Biskupi zajęli stanowisko w sprawie krzyża stojącego przed Pałacem Prezydenckim.
- Krzyż nie jest po to, abyśmy zwyciężali w naszych ludzkich ambicjach, czy naszych ludzkich sprawach. Nie można też ranić uczuć innych ludzi, dla których ten krzyż jest rzeczą świętą - powiedział abp Michalik.
- To nie jest konflikt o krzyż, ale o sposób i formę upamiętnienia wydarzeń smoleńskich - dodał.
- Nie jesteśmy władni, żeby ten problem rozwiązać jako biskupi.
Nie można zrzucać tego na nas, sprawę muszą rozwiązać ci, którzy są zaangażowani w upamiętnienie katastrofy.
Krzyż jest jak szafa i decyduje właściciel, gdzie go przestawć
- powiedział przewodniczący Episkopatu abp Józef Michalik.
Biskupi podtrzymali linię komunikatu prezydium i arcybiskupa warszawskiego.
Obrońcy krzyża na Krakowskim Przedmieściu otrzymali wyraźny znak:
Rozwiążcie sobie sami ten problem, my umywamy ręce.
Biskup dodał, że najlepszym miejscem dla krzyża byłby Smoleńsk.
Więc weźcie sobie ten krzyż na ramiona i szerokiej drogi do Smoleńska życzymy wam.
Weźcie ze sobą talibanów z PiS-u.
- Skąd to się bierze, że mamy tak restrykcyjną ustawę antyaborcyjną, dlaczego tak trudno jest uchwalić przepisy dotyczące in vitro, dlaczego tak ciężko jest walczyć o regulacje prawne dotyczące związków partnerskich?
- Odpowiedź jest prosta, dlatego że nasze państwo nie jest w pełni świeckim państwem.
- Polska nie respektuje podstawowej zasady państwa świeckiego: awyznaniowości, gdzie państwo przy tworzeniu prawa nie kieruje się przesłankami religijnymi.
- mówił w TOK FM Marek Balicki, były minister zdrowia, poseł niezrzeszony.
Polityczni "obrońcy życia", którzy dziś wolą się nazywać "obrońcami kompromisu", niewiele robią, by prowadzić skuteczną (wykraczającą poza zakaz aborcji) politykę prorodziną, a zamiast żłobków stanowczo wolą stadiony lub pomniki.
"Obrońcy życia" w ogóle nie przejmują się faktami, nie zastanawia ich to, że dziś w Polsce przeprowadza się jedynie 300 legalnych aborcji rocznie.
Jeśli w szkołach nie ma edukacji seksualnej, w aptekach dostępu do refundowanych środków antykoncepcyjnych, aborcja jest zakazana, a w związku z tym droga, to - na zdrowy rozum - powinniśmy mieć demograficzny boom, tymczasem przyrost naturalny jest najniższy w Europie.
Gdzie podziewają się dzieci? Czyżby Polacy przestali się kochać czy też "obrońcy życia" są skończonymi hipokrytami?
Za hipokryzją często kryje się jednak coś groźniejszego. Pewna forma nacjonalizmu. "Obrońcom życia" chodzi o naród i jego siłę.
Kobiety musza rodzić, by naród był silny.
W Polsce autorytet i władza państwa są od lat wystawiane na szwank. Ogromna krzywda spotyka kobiety, ograniczone są ich prawa do zdrowia i wolności, nasza demokracja jest chora, o życie istot słabych troszczą się nieliczni.
Tylko obrońcy życia" bronią się dobrze.
Magdalena Środa dla Wprost.
"30-40 tys. Polek rocznie wyjeżdża za granicę, by dokonać aborcji"
W czwartek w Sejmie odbędzie się społeczne wysłuchanie na temat turystyki aborcyjnej, która, jak uważają organizatorzy - Marek Balicki i Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny - jest białą plamą na mapie mówienia o zjawisku aborcji w Polsce.
http://tiny.pl/h7s2x
Jeżeli politycy nie zmienią swej uniżonej postawy w stosunku do KrK, wszelkie zmiany w powyższej materii będą kończyły się tylko na gadaniu.
Jeszcze w tym roku Trybunał Konstytucyjny rozpatrzy, czy działalność Komisji Majątkowej, która od 21 lat przekazuje państwowy majątek Kościołowi katolickiemu w zamian za nieruchomości zabrane w PRL, jest legalna.
- Przepisy regulujące prace komisji mogą godzić w zasadę państwa prawa oraz sprawiedliwości społecznej - mówi prof. Marek Chmaj, konstytucjonalista.
Wszystko przez to, że komisja pracuje bez żadnego nadzoru, a od jej decyzji nie można się odwołać. Od początku założono wyeliminowanie z tego procesu sądów powszechnych.
Kościołowi katolickiemu przekazano co najmniej 490 nieruchomości wartych blisko 24 mld zł i ok. 200 tys. hektarów gruntów.
Jeżeli TK uzna, że przepisy regulujące prace komisji są niezgodne z konstytucją, możliwe są dwa scenariusze:
- Trybunał określi, że jego orzeczenie skutkuje dopiero w przyszłości. W takim przypadku podjęte wcześniej decyzje Komisji Majątkowej będą niepodważalne.
- Jeżeli Trybunał nie dokona takiego zastrzeżenia, to zarządcy nieruchomości przekazanych Kościołowi, np. samorządy, będą mogli ją zaskarżyć w ciągu 60 dni do sądu.
Pozostaje pytanie, dlaczego tak fundamentalną sprawą, gdzie w grę wchodzi własność warta dziesiątki miliardów, Trybunał zajmie się dopiero po 21 latach działania komisji?
"Nie docierały do mnie żadne sygnały świadczące o niekonstytucyjności działań komisji. Obywatele się nie skarżyli, a my mieliśmy dużo innej roboty" - tłumaczy się prof. Andrzej Zoll.
Prawda jest jednak taka, że politycy bali się otwartego konfliktu z Kościołem.
Poza tym, jak zauważa dr Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z UW, decyzje komisji dotyczą majątku państwowego i samorządowego, który rozdaje się lekką ręką.
Gdyby w grę wchodził majątek prywatny, zainteresowanie pracami komisji byłoby większe.
(skrót artykułu)
Stawiam na pierwszy scenariusz. Zabranych wbrew prawu majątków Kościół nie odda.
Zwłaszcza, że wiele z nich zostało natychmiast sprzedanych.
Zastanawiam się czy jest możliwe, że spore grono sensownych i dobrze rokujących polityków z grona prawych i sprawiedliwych, powie w końcu " basta " i doprowadzi do takich zmian w łonie partii, które na nowo uczynią ją partią wiarygodną, merytoryczną i zdolną zarówno do wygrywania wyborów, jak też do bycia opozycją z prawdziwego zdarzenia.
Nie da się wszak ukryć, że na polskiej scenie politycznej jest miejsce dla rzeczywistej partii prawicowej, piszę rzeczywistej, bo PiS tak się ma dzisiaj do prawicy jak poznański Kolejorz do dumy Katalonii.
Poddanie Jarosława Kaczyńskiego testowi na bycie liderem takiej rzeczywistej formacji zakończyło się spektakularną katastrofą. Te kilka tygodni kampanii wyborczej na tyle uwierało lidera PiS - u, że błyskawicznie i ze zdwojoną energią odreagował wciskanie go w nie swoje buty.
I jak nie patrzeć, okazał się człowiekiem absolutnie niezdolnym do niesienia na swoich barkach przywództwa partii politycznej, dla której, co naturalne, zasadniczym celem musi być i powinna być władza. Władza zdobyta po to, by realizować swój program, by pokazać, że miało się rację, a nie mieli jej polityczni konkurenci.
Jarosław Kaczyński zbyt długo kręci się w polskiej polityce, by nie wiedzieć, jakie mechanizmy torują drogę do władzy, co więcej,doświadczył już przecież dwukrotnie smaku wiktorii w 2005 roku.
Musiał także dostrzec, jak wyrównaną walkę z Komorowskim, udało mu się stoczyć w walce o prezydenturę i w jak szybkim czasie, dzięki piarowskiej operacji zmiany wizerunku, przekonał do swojej kandydatury miliony Polaków. Musiał też dostrzec i zauważyć, że w jego partii drzemie całkiem spory potencjał ludzki, a ona sama wcale nie musi mieć twarzy Brudzińskiego, Suskiego czy Ziobry a Kluzik - Rostkowska, Poncyliusz czy Migalski przyciągają a nie odpychają potencjalnych wyborców.
Dla tego co Kaczyński zrobił i robi po przegranych wyborach, nie ma żadnego racjonalnego, politycznego wytłumaczenia. Wszelkie próby tłumaczenia osobistą traumą są nic nie warte po tym, gdy prezes podjął decyzję o starcie w wyborach.
Kaczyński wybrał dzisiaj siebie jako człowieka owładniętego pragnieniem odwetu, a zaniechał siebie jako polityka.
W polityce, miał w ręku przez kilka tygodni, złoty róg....
Co mu pozostało teraz ? Chyba tylko osobisty dramat i osobiste intencje...
No i zemsta w imię brata...
http://islander.salon24.pl/220891,miales-prez...
Aby być pochowanym obok brata na Wawelu, J. Kaczyński musi zostać prezydentem i godnie polegnąć za swe ideały.
Czy jest to możliwe?
używane auta,
nieruchomości ogłoszenia,
RTV - telewizory, kamery wideo,
AGD - zmywarki, kuchenki, pralki,
aparaty fotograficzne i cyfrowe,
notebooki, laptopy,
biustonosze,
perfumy,
buty damskie,
bielizna damska
Niemiecka restauracja chce, by klienci oddawali jej swoje części ciała. Inspirowana brazylijskim plemieniem Waricaca, które praktykuje tak zwany "litościwy kanibalizm", obiecuje na stronie internetowej, że ugotuje z nich pyszne dania.
W praktyce miałoby to wyglądać tak:
osoba, która zgadza się na oddanie restauracji części ciała wypełnia kwestionariusz, w którym odpowiada na pytania dotyczące przebytych operacji, chorób, nałogów itp. Jednym z ostatnich punktów (z gwiazdką) jest zaznaczenie okienka z treścią:
"Tak, chcę zostać członkiem "Flime".
Gwiazdka odsyła natomiast do tekstu u dołu strony:
"Członkowie Flime" zgadzają się ofiarować część swego ciała dla "Flime". Konkretna część jest wybierana przez członka".
Restauracja zarzeka sobie prawo do decydowania o tym na co przeznaczona zostanie ofiarowana część.
Jest też ogłoszenie dla , "chirurga o otwartym" umyśle, który przeprowadzi w pełni bezpieczną operację w celu pozyskania darowanego narządu.
Z opisu na stronie internetowej lokalu wynika, że ich inspiracją jest kultura brazylijskiego plemienia Waricaca, które praktykuje tak zwany "litościwy kanibalizm". Polega on na zjadaniu zwłok, co według plemienia, jest dowodem szacunku dla zmarłego.
"Postrzegamy ucztę jako duchowy akt, w którym duch i siła zjadanej osoby przekazywana jest gościom" - reklamuje się lokal na stronie, bowiem, zgodnie z plemiennym porzekadłem "jedzenie jest czymś więcej niż zaspokajaniem głodu" - piszą.
http://tiny.pl/h7vbb